poniedziałek, 31 marca 2014

Make-up: Makijaż inspirowany tatuażem- jestę lisełę

Nietypowy makijaż z białą kreską, do którego powstania zainspirował mnie tatuaż, którego od pewnego czasu jestem właścicielką.



Wykorzystane kolory z palety AG167 wg rozpiski:
A12, H7, I7, D1

Korektor Hean 101 Modeling Illumination
Tusz do rzęs Hean Gigant Shock
Paleta Sleek Au Naturelle: Nougat, Bark
Biała kredka do oczu Essence


A inspiracja wygląda tak:



sobota, 22 marca 2014

Pędzle syntetyczne vs. z włosia naturalnego

Pewien czas temu chwaliłam się Wam moim nowym nabytkiem, zestawami pędzli syntetycznych od Sunshide Minerals. Wcześniej w swojej kolekcji miałam dwa zestawy pędzli z włosia naturalnego. Pomysł na ten post zrodził się przy piwie, gdy znajoma zapytała mnie o różnicy pomiędzy jednymi i drugimi. Dzisiaj postanowiłam podzielić się z wami moimi przemyśleniami na ten temat.



W internecie mnoży się od wspaniałych opinii na temat pędzli z włosia naturalnego, często wysoka cena powoduje, iż stają się swego rodzaju Gralami wśród zainteresowanych kosmetyką. Powoli nastaje chwila, gdy wzdychamy do nich, stają się obiektem pożądania. Ale czy faktycznie warto inwestować ciężkie pieniądze w takie zestawy?

Odpowiedź nie może być jednoznaczna. Oczywiście, teoretycznie naturalne włosie to gwarancja jakości... ale tylko teoretycznie. Takie pędzle to także swego rodzaju obowiązek, bez odpowiedniej opieki szybko ukarzą nam swoją złośliwość.

Co mam na myśli? Pędzle z włosia naturalnego są specyficzne, po dokładnym umyciu musimy nadać im odpowiedni kształt, inaczej rano może zaskoczyć nas to, jak wyglądają.  Same pranie pędzli też jest nieco bardziej skomplikowane, traktowanie ich mydłem, czy szamponami z SDS szybko spowoduje, iż staną się szorstkie i nieprzyjemne. Tak jak nasze włosy czasami potrzebują odżywki. Schną również wolniej.

Naprzeciw nim stają pędzle syntetyczne, których na początku się obawiałam i miałam mniemanie, iż na pewno są kiepskiej jakości. Trochę się pomyliłam. Syntetyki są przede wszystkim bardziej wdzięczne w obchodzeniu się z nimi- często wypłukują kosmetyk już po samym kontakcie z wodą, schną błyskawicznie. Nie musimy martwić się o to, czym je traktujemy- zniosą wszystko, zachowując swoją miękkość. Nie trzeba ich starannie układać- nie tracą formy. Oraz najważniejsze... najczęściej są kilka razy tańsze niż takie z włosia naturalnego.

Tak więc które wybrać? Jeśli zaczynasz przygodę lub po prostu liczysz każdą złotówkę, przynajmniej dla mnie nie ma sensu inwestować w najdroższe pędzle z włosia kucyka, sobola czy wiewiórki. Tak samo jeśli często podróżujesz- strata takiego pędzla jest na prawdę bolesna. Jeśli nie lubisz spędzać mnóstwa czasu na czyszczeniu pędzli, a efekt chcesz mieć prawie błyskawicznie- syntetyczne.

Oraz najważniejsze, już na sam koniec- lepiej zainwestować w mniejszy, a lepszej jakości zestaw, niż tani kilkudziesięciu-częściowy, szczególnie na początku. Pamiętajcie, iż pędzle syntetyczne najczęściej najbardziej opłaca się kupować w zestawach, z włosia naturalnego na sztuki.

czwartek, 20 marca 2014

Zestaw do makijażu nude skompletowany

Dorosłam do skompletowania swojego pierwszego zestawu do makijażu dziennego w stylu nude. Kolekcję tą zapoczątkowała szminka, uzupełnił ostatecznie róż o identycznej kolorystyce.

Kosmetyki te są wyjątkowo osamotnione i niezwykłe w mojej toaletce- osaczone soczystymi fioletami, błękitami, czerwieniami i smolistą czernią, którymi z umiłowaniem się się otaczam. Te trzy produkty są niczym wyjątkiem od reguły nakazującej dążenie do maksymalnego podkreślenia chłodnej karnacji. Do brązów nigdy mi nie było po drodze, nawet na co dzień stawiałam na drapieżny i mroczny makijaż. Czyżbym wychodziła z okresu buntu? Oby nie... przywiązałam się do moich niebieskich włosów (;


Paleta: Sleek Au Naturell
Szminka: Hean 326 nude
Róż: Hean nr 6 cappucino

Faza testów nadeszła, jedyne co mogę na razie powiedzieć, to to, iż wykorzystałam okazję w krakowskim Jaśminie (ul. Długa) i paletkę Sleek nabyłam stacjonarnie. Fajno krakusom, prawda?

Coś czuję, że moja kolekcja róży i szminek z Hean szybko się powiększy (;

A Wy, macie swoje zestawy kosmetyków dziennych? Stawiacie na naturalny makijaż, a może odważny kolor?


niedziela, 16 marca 2014

Make-up: Zakręcona zieleń

Tym razem makijaż graficzny w kolorze zieleni. Być może zbyt ekscentryczny na co dzień, ale na sobotnie wyjście dla odważnych osób- czemu nie?


Wykorzystane kosmetyki:
Rimmel True Match 010 Light Porcelain
Kobo korektor rozjaśniający 101
Eyeliner żelowy Maybelline
Duraline
Pierre Rene Puder Ryżowy
Kobo Roświetlacz mineralny w perłach
Paleta AG 167
Mascara Hean Gigant Schock
Pomadka Inglot nr 422


Oraz parę zdjęć więcej:





Swatche Karaluchowych Pomadek + Wszyscy mają, mam i ja - segregatory z Biedronki

Pomimo tego, iż pomadki na moich ustach goszczą rzadko, w mojej kosmetyczce- jak u każdej kobiety, nie mogło ich zabraknąć. Moja kolekcja powiększa się powoli, ale systematycznie. Nie ukrywam, iż jestem fanką wszelakich intensywnych i ciemnych kolorów, szczególnie fioletów, chociaż zdaniem mojego męża o wiele bardziej pasują mi delikatne kolory lub usta podkreślone jedynie błyszczykiem. Niedawno w rozdaniu Mademoiselle Patrizia wygrałam swojego pierwszego nudziaka- pomadkę Hean Vitamin Coctail 326 Nude i jest ona zwiastunem mojego powolnego przyjmowania do świadomości, iż mężczyzna czasami mówi prawdę (; Wcześniej rękami i nogami broniłam się przed wszelakimi brązami i ciepłymi barwami.



Pierwsza od lewej, to recenzowana już wcześniej przeze mnie fioletowa szminka z Claire's, która prócz pięknego koloru nie ma w sobie właściwie żadnych dobrych cech. Jest niesamowicie zjadliwa, fatalnie się ją nakłada i śmierdzi przeraźliwie.

Kolejną jest winny pisak od NYC nr 499, zakupiony za mniej niż 4 zł. Piękny burgund, niestety jak każde pisaczki, bez porządnego peelingu ust można sobie nią jedynie zaszkodzić. Nigdy wcześniej nie miałam w swojej kolekcji pisaka i zauroczona jestem prostotą aplikacji koloru oraz możliwością stopniowania koloru.

Trzecim kolorem w tym zestawieniu jest mój najnowszy nabytek, czyli szminka z nowej linii Inglot nr 422, na którą czaiłam się gdy tylko w sieci pojawiła się informacja o jej wypuszczeniu do sprzedaży. Była to pierwsza rzecz, po którą pobiegłam po wyjściu ze szpitala. Jest dosyć tępa, ale mocno kryjąca. Bardzo ładnie pachnie i pozostaje długo na ustach w pięknym matowym wykończeniu.

Wściekły róż, to również recenzowana przeze mnie pomadka od Manhattan Lips2Last 46T, która zadziwia mnie trwałością. Można z nią jeść, pewnie i pływać w basenie (;

Piękna, chłodna czerwień, to moja pierwsza szminka- Rimmel Lasting Finish nr 10. Długo szukałam idealnej dla mnie czerwieni- czystej, zimnej, soczystej. Według mnie, kolor ten nie ma sobie równych.

Przedostatnia, to wymieniona wcześniej pomadka Hean nr 326, wygrany nudziak. Łatwo zauważyć, iż nie pasuje on do reszty zestawienia. Zapewne sama bym jej sobie nie zakupiła. Pomadka nie ma w sobie drobinek, ale pozostawia na ustach efekt podobny do błyszczyka. Zachwyca mnie jej zapach oraz łatwość aplikacji.

Ostatnim produktem w tym zestawieniu jest płynny róż od Manhattan, również zakupiony za grosze (niecałe 5 zł), którego można używać do podbijania naturalnej barwy ust. Na skórze dłoni prezentuje się dość blado, ale nałożony w rozsądnej ilości na wargi pięknie podkreśla ich naturalny kolor.




Oczywiście nie ma chyba osoby, do której nie dotarła by informacja o ofercie Biedronki. 9,99 zł za pojemnik, to prawdziwa okazja, tym bardziej, iż czaiłam się już wcześniej na podobne segregatory w TK-MAXie. Niestety ich cena, prawie cztery razy wyższa skutecznie odstraszyła mnie od tego zakupu.

Sama zdecydowałam się na dwa modele- najpopularniejszy z osobnymi przegródkami na szminki oraz pudełko z czterema przegródkami, które u mnie służy jako pojemnik na pędzle.

Tak więc, wszyscy mają- mam i ja (;





piątek, 14 marca 2014

Do czego można wcisnąć Duraline od Inglot?

Zdawało by się coś zupełnie zbędnego, czym jest Duraline, nie musi gościć w mojej kosmetyczce. Do zakupu tego produktu popchnął mnie jednak fakt, iż mój eyeliner żelowy od Maybelline szybko stał się tępy i uskuteczniał w ten sposób precyzyjne malowanie kreski.

Ale cóż, wydawać 20 zł tylko po to by ratować eyeliner? To tylko wymówka, by móc eksperymentować!


Oto 6 sposobów na jego wykorzystanie, może w przyszłości znajdę kilka nowych (;

1. Tworzenie eyelinerów z cieni do powiek


Wystarczy wysypać odrobinę pigmentu lub wyskrobać prasowanego kosmetyku kolorowego, zmieszać z kroplą duraline i w miarę szybko narysować kreskę. Wraz z cieniem dość szybko zasycha, dlatego aplikacja musi przebiegać dość szybko. Należy pamiętać o tym, by nie stosować duraline bezpośrednio na produkty suche, gdyż tworzy skorupkę oraz umyciu pędzla po wykonaniu kreski, gdyż produkt zostawiony na nim barwi włosie. Mój skośny syntetyczny pędzelek od pewnego czasu ma lekko czerwone zabarwienie, gdy chciałam namalować nim sobie kreskę, a następnie zapomniałam o nim. kolor na szczęście schodzi, ale dość topornie.

2. Alternatywa dla Aqua Brown


Ostatnio w blogosferze, aż grzmi o Aqua Brown, czyli farbce do brwi. Niestety jego cena, czyli prawie 90 zł to prawdziwa tama dla mnie. Łatwo jednak znaleźć dużo tańszy zastępnik dla tego hitu. W tym celu znów mieszamy odpowiedni cień z kroplą duralinu, a następnie stosujemy go jak droższy odpowiednik. Rezultat bardzo podobny i właściwie bez kosztów.

3. Sos! Ratujemy zasychające kosmetyki

Czyli zbawienna kropla dla tężejących kosmetyków takich jak eyelinery czy tusze do rzęs. Żelowe eyelinery wystarczy wymieszać z duralinem tuż przed aplikacją (chociaż można większą partię, bo taka mieszanina już nie zasycha). Tusze ratujemy dodając 2-3 krople do opakowania, mieszając i zostawiając na przykład na noc. Yupi, z mojego fioletowego tuszu z Miss Sporty mogę korzystać dłużej!

4. Baza pod makijaż

W niewielkiej ilości bezpośrednio na skórę może służyć jako baza pod makijaż.

5. Niech stanie się wodoodporność! Przedłużacz trwałości

Dodając odrobinę do podkładu lub kosmetyków o kremowej konsystencji możemy przedłużyć ich trwałość i uczynić trudniejszymi do ścierania. Aby nie mnożyć punktów mam na myśli:

A. Podkłady płynne lub w formie musu
B. Kropla na usta przed nałożeniem pomadki zwiększa jej trwałość. Mój fiolet z Claire's nie znika w mgnieniu oka!
C. Odrobina na powieki może zastąpić bazę pod cienie, skutecznie podbija pigmentację
D. Dodatek do kremowych korektorów, bronzerów i rózy

6. Zmiana konsystencji kosmetyków

W tym punkcie zawiera się także pierwszy, ponieważ tworzenie eyelinerów z cieni jest zmianą konsystencji i właściwie jest to jedno z głównych zastosowań tego kosmetyku. Chciałabym jednak podkreślić, iż z jego wykorzystaniem możemy się bawić w zmianę prasowanego pudru, różu, bronzera, prześwietlacza w kremowy. Również sypkie cienie za jego pomocą mogą nie tylko słóżyć jako eyelinery, a kremowe o przedłożonych właściwościach.

Duraline okazał się prawdziwym SOS dla moich kosmetycznych zasobów i na pewno uchroni mnie przed zakupem wielu produktów. W końcu po co mi eyeliner w jakimś kolorze, skoro sama mogę sobie go ukręcić?

A Wy korzystacie z Duraline? Znacie te zastosowania? A może macie jakieś inne sposoby na jego wykorzystanie?


wtorek, 11 marca 2014

Prosty makijaż pod kolor włosów

Moja fotogeniczność mnie powala... wraz z chęcią mojego aparatu do współpracy. Albo on jest dla mnie nie miły, albo nie potrafię obsługiwać kompaktów.

Jak najłatwiej podbić kolor włosów? Makijażem oka! Oczywiście ja mam z jednej strony zadanie niezwykle ułatwione, z drugiej to przez nie jestem ograniczana. 

Ostatnio nie mogę również dojść do porozumienia z brwiami, dlatego dziś w wersji dziewiczej, jedynie wyczesane, tak by nie podbijać dość mocno zaakcentowanych oczu.




Wykorzystane kosmetyki:
Podkład Rimmel True Match 010 Light Porcelain
Hean Hight Definition Camouflage Eye Mix
Inglot cień 344
Baza pod cienie Gosh
Czarny oraz niebieski cień z paletki AG 167
Czarna i biała kredka do oczu
Eyeliner żelowy Maybelline
Czarny tusz do rzęs Hean Gigant Schock
Niebieski tusz do rzęs Rubens
Puder ryżowy Pierre Rene Loose Powder
Rozświetlacz w płynie High Light Technic

sobota, 8 marca 2014

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, czyli zestawienia rozrastającej się kosmetyczki

Od pewnego czasu sukcesywnie powiększam swoją kosmetyczkę, z tego powodu wpadłam na pomysł zestawień jej stanu co jakiś czas. Jeśli pomysł Wam się podoba zapraszam również do zabawy.

Na dzień dzisiejszy wygląda ona tak:


Obrałam metodę dokupowania, czyli przeznaczania pewnej sumy co miesiąc na nowe zaopatrzenie. Jest to o tyle dobra metoda, ponieważ nie pozwala na zaginięcie w świecie kosmetyków oraz większą świadomość tego co tam na prawdę jest nam niezbędne. Zamiast od razu rzucać się na wszystko, podsycam swoją ciekawość, testuję pojedyncze produkty różnych firm, w przysłowiowym praniu wychodzi czego potrzebuję. Oczywiście czasami pozwalam sobie na małe szaleństwa i tak niedawno zakupiłam czarne cienie w kremie dwóch firm, a do białego pudru w kompakcie dokompletowałam biały podkład. Podejście to zmusza także do eksperymentowania, a to już duży krok do kreatywności w makijażu.

W takim razie jak wyglądała moja kosmetyczka 'dawno temu, za górami i lasami'?


Tak, wiem, aż wstyd pokazywać wykończone cienie, ale przeżyły nie jeden upadek z większej wysokości.

Czemu pozostałam wierna?
Pędzlom, im głębiej w las, tym przeżywam coraz większe pędzlowe-love. Pędzli nigdy dość i zapewne kiedyś moja kolekcja, chociaż wystarczająca rozszerzy się.
Podkładowi Rimmel True Match 010 Light Porcelain, będącym zbawieniem dla mojej bladej cery.
Tuszowi Miss Sporty, tani, a moim zdaniem bardzo dobry.
Szmince Rimmel Lasting Finish nr 10, najpiękniejsza czerwień z jaką się spotkałam.

Bez czego obecnie nie wyobrażam sobie makijażu?
Biały puder, idealny do rozjaśnienia podkładu.
Puder ryżowy, będący zbawieniem dla mojej tłustej cery.
Sztuczne rzęsy, moja nowa miłość.
Cień od Inglot nr 344, do makijażu oczu, ale również niezastąpiony jako bronzer.

Z kosmetyczki znikły?
Eyelinery w płynie.

Coś zbędnego bez czego nie wyobrażam sobie otchłani kosmetycznego raju?
Sztuczne rzęsy do szczęścia nie są jakoś bardzo potrzebne, ale przeżywam nimi zachwyt.
Kosmetyki białe, czyli odbicie mojego ciągu do alabastrowej cery.

A jak jest u Was?

czwartek, 6 marca 2014

Recenzja: Klej do sztucznych rzęs Duo Adhesive od Inglot

Po dłuższej nieobecności wymuszonej pobytem w szpitalu, aktywnie powracam w swoje karaluchowe kąty.

Każdy kto zaczyna swoją przygodę ze sztucznymi rzęsami staje przed kilkoma dylematami: w jakie zainwestować, gdzie kupić, jak i czym przykleić. Dzisiaj skupię się na ostatnim aspekcie- czyli czymś co pozwoli cieszyć się nam nimi na powiece bez zmartwień.

Swoje pierwsze sztuczne rzęsy kupiłam pod Nowym Kleparzem za 6 zł. Wtedy spróbowałam je przymocować do powieki dołączonym do nich klejem. Nie udało mi się- stanęłam przed problemem: Czy ja jestem takim beztalenciem, czy to wina kleju? Wtedy postanowiłam zainwestować w dość szeroko chwalony klej Duo, dziecko Inglot. Za 14 g tubkę przyszło mi zapłacić 24 złote... ale czego nie robi się z desperacji.


Klej ten jest dostępny w dwóch wersjach: czarnej (wysychającej na grafitowo) oraz białej schnącej na bezbarwno. Druga opcja jest nieco droższa, ale właśnie w nią warto zainwestować.

Dlaczego?

Przede wszystkim po wyschnięciu klej jest niewidoczny, czego brakuje barwnej opcji. Nawet po przypadkowym maźnięciu klejem pokrytej już cieniem powieki zupełnie nie zostawia śladu.
Klej jest bardzo wygodny w użytkowaniu i wydajny. Udowodnił mi, iż to nie we mnie tkwił problem- drugie podejście zostało zwieńczone sukcesem.

Jego usunięcie zarówno z rzęsideł jak i przy demakijażu jest bezproblemowe. Duo trwale przytwierdza rzęsy do skóry (należy pamiętać o nałożeniu trochę większej ilości na końcach oraz odczekaniu chwili pomiędzy nałożeniem kleju, a próbą przyklejenia), ale nie jest problematyczny przy późniejszym oderwaniu ich od niej.  Zdarzyło mi się w zakręceniu skleić sztuczne i naturalne rzęsy, obyło się bez ofiar. Dodatkowo wystarczy zwykłe mleczko do demakijażu by usunąć jego resztki.
Z rzęs łatwo pozbyć się go po prostu go skubiąc.

Po otwarciu producent zapewnia 24 miesięczny okres ważności, który można przedłużyć (jak w przypadku lakierów do paznokci) przetrzymując go w lodówce.

Jedynym minusem jest dość przykry zapach oraz podstawa składu jaką jest lateks- niektóre osoby może uczulać.

Podsumowując, nawet zaczynając przygodę ze sztucznymi rzęsami, by uniknąć zbędnego uprzedzenia warto pomyśleć o zainwestowaniu w ten klej.