niedziela, 16 marca 2014

Swatche Karaluchowych Pomadek + Wszyscy mają, mam i ja - segregatory z Biedronki

Pomimo tego, iż pomadki na moich ustach goszczą rzadko, w mojej kosmetyczce- jak u każdej kobiety, nie mogło ich zabraknąć. Moja kolekcja powiększa się powoli, ale systematycznie. Nie ukrywam, iż jestem fanką wszelakich intensywnych i ciemnych kolorów, szczególnie fioletów, chociaż zdaniem mojego męża o wiele bardziej pasują mi delikatne kolory lub usta podkreślone jedynie błyszczykiem. Niedawno w rozdaniu Mademoiselle Patrizia wygrałam swojego pierwszego nudziaka- pomadkę Hean Vitamin Coctail 326 Nude i jest ona zwiastunem mojego powolnego przyjmowania do świadomości, iż mężczyzna czasami mówi prawdę (; Wcześniej rękami i nogami broniłam się przed wszelakimi brązami i ciepłymi barwami.



Pierwsza od lewej, to recenzowana już wcześniej przeze mnie fioletowa szminka z Claire's, która prócz pięknego koloru nie ma w sobie właściwie żadnych dobrych cech. Jest niesamowicie zjadliwa, fatalnie się ją nakłada i śmierdzi przeraźliwie.

Kolejną jest winny pisak od NYC nr 499, zakupiony za mniej niż 4 zł. Piękny burgund, niestety jak każde pisaczki, bez porządnego peelingu ust można sobie nią jedynie zaszkodzić. Nigdy wcześniej nie miałam w swojej kolekcji pisaka i zauroczona jestem prostotą aplikacji koloru oraz możliwością stopniowania koloru.

Trzecim kolorem w tym zestawieniu jest mój najnowszy nabytek, czyli szminka z nowej linii Inglot nr 422, na którą czaiłam się gdy tylko w sieci pojawiła się informacja o jej wypuszczeniu do sprzedaży. Była to pierwsza rzecz, po którą pobiegłam po wyjściu ze szpitala. Jest dosyć tępa, ale mocno kryjąca. Bardzo ładnie pachnie i pozostaje długo na ustach w pięknym matowym wykończeniu.

Wściekły róż, to również recenzowana przeze mnie pomadka od Manhattan Lips2Last 46T, która zadziwia mnie trwałością. Można z nią jeść, pewnie i pływać w basenie (;

Piękna, chłodna czerwień, to moja pierwsza szminka- Rimmel Lasting Finish nr 10. Długo szukałam idealnej dla mnie czerwieni- czystej, zimnej, soczystej. Według mnie, kolor ten nie ma sobie równych.

Przedostatnia, to wymieniona wcześniej pomadka Hean nr 326, wygrany nudziak. Łatwo zauważyć, iż nie pasuje on do reszty zestawienia. Zapewne sama bym jej sobie nie zakupiła. Pomadka nie ma w sobie drobinek, ale pozostawia na ustach efekt podobny do błyszczyka. Zachwyca mnie jej zapach oraz łatwość aplikacji.

Ostatnim produktem w tym zestawieniu jest płynny róż od Manhattan, również zakupiony za grosze (niecałe 5 zł), którego można używać do podbijania naturalnej barwy ust. Na skórze dłoni prezentuje się dość blado, ale nałożony w rozsądnej ilości na wargi pięknie podkreśla ich naturalny kolor.




Oczywiście nie ma chyba osoby, do której nie dotarła by informacja o ofercie Biedronki. 9,99 zł za pojemnik, to prawdziwa okazja, tym bardziej, iż czaiłam się już wcześniej na podobne segregatory w TK-MAXie. Niestety ich cena, prawie cztery razy wyższa skutecznie odstraszyła mnie od tego zakupu.

Sama zdecydowałam się na dwa modele- najpopularniejszy z osobnymi przegródkami na szminki oraz pudełko z czterema przegródkami, które u mnie służy jako pojemnik na pędzle.

Tak więc, wszyscy mają- mam i ja (;





3 komentarze:

  1. Przepiękne masz szminki, fiolety głównie wpadły mi w oko :-))
    Organizery z Biedry rządzą :-DD

    OdpowiedzUsuń
  2. Mrr, pomadka z Manhattanu ma cudny kolor. Skoro jest taka trwała, to chyba się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że jesteś zadowolona z pomadki Hean! :)

    OdpowiedzUsuń