Przejdź do głównej zawartości

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, czyli zestawienia rozrastającej się kosmetyczki

Od pewnego czasu sukcesywnie powiększam swoją kosmetyczkę, z tego powodu wpadłam na pomysł zestawień jej stanu co jakiś czas. Jeśli pomysł Wam się podoba zapraszam również do zabawy.

Na dzień dzisiejszy wygląda ona tak:


Obrałam metodę dokupowania, czyli przeznaczania pewnej sumy co miesiąc na nowe zaopatrzenie. Jest to o tyle dobra metoda, ponieważ nie pozwala na zaginięcie w świecie kosmetyków oraz większą świadomość tego co tam na prawdę jest nam niezbędne. Zamiast od razu rzucać się na wszystko, podsycam swoją ciekawość, testuję pojedyncze produkty różnych firm, w przysłowiowym praniu wychodzi czego potrzebuję. Oczywiście czasami pozwalam sobie na małe szaleństwa i tak niedawno zakupiłam czarne cienie w kremie dwóch firm, a do białego pudru w kompakcie dokompletowałam biały podkład. Podejście to zmusza także do eksperymentowania, a to już duży krok do kreatywności w makijażu.

W takim razie jak wyglądała moja kosmetyczka 'dawno temu, za górami i lasami'?


Tak, wiem, aż wstyd pokazywać wykończone cienie, ale przeżyły nie jeden upadek z większej wysokości.

Czemu pozostałam wierna?
Pędzlom, im głębiej w las, tym przeżywam coraz większe pędzlowe-love. Pędzli nigdy dość i zapewne kiedyś moja kolekcja, chociaż wystarczająca rozszerzy się.
Podkładowi Rimmel True Match 010 Light Porcelain, będącym zbawieniem dla mojej bladej cery.
Tuszowi Miss Sporty, tani, a moim zdaniem bardzo dobry.
Szmince Rimmel Lasting Finish nr 10, najpiękniejsza czerwień z jaką się spotkałam.

Bez czego obecnie nie wyobrażam sobie makijażu?
Biały puder, idealny do rozjaśnienia podkładu.
Puder ryżowy, będący zbawieniem dla mojej tłustej cery.
Sztuczne rzęsy, moja nowa miłość.
Cień od Inglot nr 344, do makijażu oczu, ale również niezastąpiony jako bronzer.

Z kosmetyczki znikły?
Eyelinery w płynie.

Coś zbędnego bez czego nie wyobrażam sobie otchłani kosmetycznego raju?
Sztuczne rzęsy do szczęścia nie są jakoś bardzo potrzebne, ale przeżywam nimi zachwyt.
Kosmetyki białe, czyli odbicie mojego ciągu do alabastrowej cery.

A jak jest u Was?

Komentarze

  1. Sporo :) Choć sama na mineralną kolekcję nie narzekam :D Ale powiem Ci, że ja od jakiegoś czasu działam wręcz odwrotnie - tj uszczuplam moją kosmetyczkę. Dawniej lubiłam otaczać się wieloma pomadkami, cieniami, kredkami... choć faktem jest, że wynikało to też z dążenia do odnalezienia tych idealnych - zwykle namiętnie poszukiwałam pomadki nude i czarnego cienia. Teraz można rzec, że już znalazłam, a i potrzeby inne. Lubiłam mieć dużo, potem więcej i ciągle, ciągle. Teraz stawiam na jakość. W dodatku kupuję rzadziej, ale za to od czasu do czasu pozwalam sobie na droższy zakup, spełniając zachcianki [próżność? :D] No i o wiele rzadziej się maluję, więc nie ma sensu otaczać się zapasami, bo potem i tak większość ląduje w koszu. A jak mam czegoś w nadmiarze to i staram się posyłać dalej, byle się nie zagracać i nie marnować kosmetyków. Ale ostatnie dwa miesiące zleciały na niemal całkowitej wymianie kolorówki.
    W chwili obecnej wciąż królują u mnie pędzle, tusze i wspomniane minerały. Reszta jest już tylko faktycznie niezbędna [ok, te trzy róże...]. No i kupuję nałogowo pielęgnację.

    OdpowiedzUsuń
  2. o kurde! ja nie mam nawet chyba 1/10 tego co masz Ty! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie kosmetyczka cały czas ewoluuje. Przeszłam już etap "kompletowania", teraz powoli staram się zaprowadzić ład - pozbyć się rzeczy, które nie trafiły w mój gust i zastąpić je tymi, których używam najczęściej. Początkowo byłam bardzo zadowolona z tej dużej paletki cieni, ale teraz zdecydowanie mi uwiera, bo mam wrażenie, że nigdy jej nie zużyję, a wiadomo - z kosmetykami do oczu nie ma co eksperymentować, jeśli chodzi o termin przydatności.
    Zazdroszczę Ci za to kolekcji pędzli, uważam, że to podstawa każdego zbioru :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czym robisz takie włosy? Rozprawa o tonerach do włosów - La Riche Directions

Często na ulicy spotykam się z różnymi reakcjami na mój kolor włosów. W mniejszości są to spojrzenia z pogardą, najczęściej zaciekawienia. Równie często zaczepiają mnie obcy ludzie pytając o to czym uzyskuję taki efekt. Oczywiście za każdym razem tłumaczę to zainteresowanym. Bardzo często pytania o nietypowe kolory włosów pojawiają się w sieci, specyfiki, trwałość, bezpieczeństwo. Ponieważ swoją przygodę z tonerem rozpoczęłam prawie dwa lata temu stwierdziłam, iż właściwie mogę napisać kilka słów od siebie.
Na początku oczywiście nie zdecydowałam się na całą głowę- chociaż pomysł ten już wtedy mnie kusił (ah, ta wersja bez makijażu): teraz, rok temu.





Czym uzyskujesz taki kolor włosów?

Korzystam z tonerów La Riche Direction. W moim przypadku jest to odcień Atlantic Blue.


Co to za toner? Taki do drukarki?
Nie, są to specjalne barwniki do włosów, zawierające czysty kolor. Fryzjerzy często korzystają z tonerów by uzyskać refleksy albo zmienić odcień nakładanej mieszanki. Często dodaje się …

Recenzja: Klej do sztucznych rzęs Duo Adhesive od Inglot

Po dłuższej nieobecności wymuszonej pobytem w szpitalu, aktywnie powracam w swoje karaluchowe kąty.
Każdy kto zaczyna swoją przygodę ze sztucznymi rzęsami staje przed kilkoma dylematami: w jakie zainwestować, gdzie kupić, jak i czym przykleić. Dzisiaj skupię się na ostatnim aspekcie- czyli czymś co pozwoli cieszyć się nam nimi na powiece bez zmartwień.
Swoje pierwsze sztuczne rzęsy kupiłam pod Nowym Kleparzem za 6 zł. Wtedy spróbowałam je przymocować do powieki dołączonym do nich klejem. Nie udało mi się- stanęłam przed problemem: Czy ja jestem takim beztalenciem, czy to wina kleju? Wtedy postanowiłam zainwestować w dość szeroko chwalony klej Duo, dziecko Inglot. Za 14 g tubkę przyszło mi zapłacić 24 złote... ale czego nie robi się z desperacji.

Klej ten jest dostępny w dwóch wersjach: czarnej (wysychającej na grafitowo) oraz białej schnącej na bezbarwno. Druga opcja jest nieco droższa, ale właśnie w nią warto zainwestować.
Dlaczego?
Przede wszystkim po wyschnięciu klej jest niewidocz…

Życie z niebieskimi włosami cz. 2: Z niebieskiego do naturalnych - jak pozbyć się toneru

Prawie rok farbowałam całe włosy na niebiesko, co zapewne każdemu, kto chociaż raz zajrzał na mojego bloga nie umknęło uwadze. Skończyłam studia i nastał czas poszukiwania pracy. W końcu przyznałam, że nie wszystkim moje niebieskie włosy mogą się podobać i czasami tracę przez nie na rozmowach kwalifikacyjnych. Plan był taki: nie mogę mieć niebieskich? Chcę popielate!



I tu zaczęły się schodki. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ogół wiedzy jaki zebrałam oraz osobiste doświadczenia zainspirowały mnie do napisania noty, a po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że z tego może być nawet mini cykl - w końcu już jeden post na temat tonerów się pojawił. Kto ciekawy odsyłam do Czym robisz takie włosy? Rozprawa o tonerach do włosów - La Riche Directions. Sama szukałam długo tych informacji, zasięgałam języka w kilku miejscach tak więc mam nadzieję, iż będzie to wiedza która komuś posłuży.
1. Toner nie ulega dekoloryzacji

Pierwszym strzałem było udanie się do salonu fryzjerskiego …