poniedziałek, 3 lutego 2014

My Bloody Valentine - Krwiste buty

Dzisiaj post typowo w stylu 'pochwalę Wam się'. Zmotywowałam się do wzięcia w obroty swoich ślubnych butów, które w swojej ówczesnej formie nie nadawały się nijak do użytku przeze mnie.


Kilka zdjęć w międzyczasie, bo wydają mi się lepsze- w dziennym świetle.


A Wy już szykujecie się do 4 lutego, czy bojkotujecie?

4 komentarze:

  1. Oj Ty musisz mieć ciekawą osobowość :) Tak potraktować ślubne buty :P A u mnie Walentynki, jak Walentynki, jak każdy inny dzień raczej, choć pewnie jakiś kwiatek od męża wpadnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i super! :D Za mną ostatnio chodzi naćwiekowana szkatułka, wen się obudził i szczypie ;)
    Dla mnie dzień jak co dzień, zresztą po 1. jestem singlem z wzoru, po 2, nie ma we mnie krzty romantyzmu.
    Zdecydowanie ważniejszą dla mnie datą jest 11. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany! Ale zrobiłaś kuku tym butom ;). Bardzo ciekawie teraz wyglądają! Ja tam za Walentynkami nie przepadam - takie to jakieś wszystko rozdmuchane ://. Wszędzie w restauracjach miejsca pozajmowane itp itd...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega wypas :) Ja od lat poluję na obcasowe z Iron Fist :)

    OdpowiedzUsuń