Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: Paletka no-name AG167 z Allegro 120 cieni

Prócz wielu palet prezentowanych na Allegro, jedna moim zdaniem zasługuje na uwagę- jest nią enigmatyczna paleta no-name, czasami występująca pod skrótami AG167, którą z łatwością można odnaleźć wpisując frazę 'paleta cieni 120'.

Ceny palety wahają się w przedziale 31-50 zł. Swoją zakupiłam za 35 zł u allegrowicza skpel_2009_ 'MAXY', ponieważ opcja przesyłki była dla mnie najbardziej optymalna. Jednak- wszystkie one są tymi samymi paletami. Model ten ma swoją siostrę, typową 'nude' utrzymaną w ziemistych kolorach, moim osobistym zdaniem, nie jest ona już tak ciekawa.

Zdjęcia sprzedawcy oraz to co obiecuje:


- Wysokiej jakości zestaw 120 cieni do powiek ( matowych i błyszczących)
- Cienie są bardzo wydajne - wystarczy jedno pociągnięcie pędzelka by uzyskać intensywny kolor, który długo będzie utrzymywał się na powiece.
- Ilość cieni: 120 sztuk (matowe i błyszczące)
- Wymiary (pudełko zamknięte): 235mm x 145mm

Swoją przesyłkę otrzymałam w czarnym kartonowym opakowaniu, kryjącym plastikowe, pudełko okryte folią bąbelkową. Ono samo nie powala jakością, ale czegóż można się spodziewać po tak niskiej cenie? Paletka ma dwa 'skrzydełka', które są nakładane na siebie. podczas wykonania makijażu spokojnie można je rozłożyć w prezentowany sposób- niemożliwe jest jednak jej zamknięcie w takim ustawieniu. Po wszystkim należy wszytko ładnie ułożyć jak było. Pudełko jest jednak wygodne, przeżyło już ze mną kilka dłuższych podróży.

Teraz czas na zestawienie zdjęć z internetów w rzeczywistością:






Jak widać, jeden z cieni 'pokruszył mi się', gdy paletka przeżyła upadek z półki- niezbyt wielki problem, da się temu zaradzić. Miałam przypadkowy i zupełnie nie planowany test wytrzymałościowy.

Producent obiecuje 120 odcieni- i faktycznie, każdy kolor jest inny. Dostajemy dość bogatą 'startówkę', w której nie ma wciąż powtarzających się barw o zmiennym nasyceniu. Mamy pełen przekrój od kolorów ciepłych, po chłodne, intensywne jak i delikatne. To na co zwrócić warto uwagę, to to, iż w zestawie tym są zarówno cienie matowe jak i błyszczące. Niektóre są lekko perłowe (fiolety, błękity), inne to żywe iskry- czerń w prawym dolnym rogu oraz szarość tuż nad matową czernią w tym samym rzędzie. Dodatkowo dostajemy kilka 'panterek'.
Cienie są bardzo dobrze na pigmentowane- czerń jest czernią, nie trzeba w nieskończoność nakładać jej na powiekę. 

Posiadam bardzo marudną powiekę- tłustką, głęboko osadzoną, z mocnym załamaniem. Łatwo domyślić się, że moją wieczną zmorą jest zbieranie się i rollowanie. Na powiece bez bazy jasne kolory zachowywały się znośnie- niestety ciemniejsze zbierały się w załamaniach. Gdy zainwestowałam w porządną bazę z Gosha (recenzja wkrótce!)- problem zniknął. Ciemny make-up, po całym dniu jest prawie nie tknięty- jest to zasługa zarówno bazy, ale i jakości cieni.

Według mojej opinii, paletka ta jest naprawdę warta polecenia- głównie ze względu na stosunek cena vs. jakość. Może być świetnym zestawem dla początkujących, którzy zupełnie nie wiedzą jak za malowanie oczu się zabrać, w których kolorach dobrze się prezentują, a również zestawem bazowym dla bardziej zaawansowanych, z którym można zaszaleć, którego nie będzie szkoda eksploatować podczas eksperymentów. Uzupełnieniem kolekcji o kolory, których zapewne same byśmy nie kupiły. To produkt również dla skąpców- w przeliczeniu, cena jednego cienia to ok. 30 gr!

Podsumowując, jeśli szukasz czegoś niedrogiego, o przyzwoitej jakości- celuj w tą paletę. To świetny zestaw startowy lub uzupełnienie kolekcji. Nie będziesz żałować. 


Z moich znajomych trzy osoby zdecydowały się na jej nabycie.

Komentarze

  1. Kiedyś to marzyłam o takich paletach, teraz jednak mam tak okrojone gusta kolorystyczne, że byłby to niepotrzebny zakup ;) Gorzej, że uparłam się na nieszczęsne maty i tak ciężko było mi dostać zadowalające cienie. Wszystko zmieniło się, kiedy poznałam Glazel. Kocham tę firmę za możliwość skomponowania własnych zestawów kolorystycznych oraz za jakość matowych cieni. Mam dwie szóstki a i tak zazwyczaj sięgam po może cztery, pięć kolorów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam eksperymentować, poza tym ostatnio pałam czymś w stylu 'mogę Cię umalować, proooszęęęę" to się przydaje. Oczywiście obecnie przez kolor włosów nie poszaleję z kolorowym makijarzem, by nie wyglądać jak mała karykaturka, ale udaje mi się przemycić kolory czasami. Dla mnie dobry zestaw podstawowy- teraz wiem jakie kolory lubię miec na sobie, za którymi się rozglądać.
    Swoją drogą muszę sobie zakupić taki zestaw do komponowania, bo mam chetke na cienie z Miyo, Kobo i zaczynam kupowac w Inglocie- na razie jeden cień służący mi jako bronzer leży w opakowaniu pod różem do cieni, pisalam Ci na wizażu z jakiego korzystam (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od lat sięgała praktycznie po samą czerń, czasem biel na zewnętrzny kącik. Teraz jest już trochę 'lepiej' :D Doszły szarości, granat, burgund, szmaragd... Ale i tak najczęściej albo robię mocny makijaż [na dzień ;)] albo wcale... Nie lubię typowego 'nude' i szkoda byłoby mi czasu na stworzenie czegoś takiego. Tym bardziej, że pracuje nad cera i staram się osiągnąć najbliższą ideałowi, aby bez obaw bez tapety wychodzić [czy raczej z filtrem i pudrem dla matu].
      Ale fakt, malować innych uwielbiam, ale mam do tego juz inne kosmetyki, dla siebie nie lubię przesady. Jak czasem oglądać blogi dziewczyn i widzę 237345798 podobnych cieni.szminek, to mam się ochotę za głowę złapać. a np wolę mieć mniej, a porządniejsze produkty, niż kilka niemal takich samych za parę pln. Tym bardziej, że, jak wspomniałam, rzadko sie w sumie maluję.
      Ale ja ogólnie mam nieco inną mentalność niż typowa kobieta, więc może to zupełnie normalne :D
      Ja polubiłam palety, bo mam wszystko w jednym miejscu. Kiedyś walały mi się pojedyncze opakowania, teraz znalazłam idealne dla siebie rozwiązanie. Choć fakt, zanim kupowałam wg własnej kompozycji, ciężko było trafić na gotowca, który zawierałby tylko interesujące mnie kolory. Albo czegoś było za dużo, albo za mało, albo miało wszystko ale było perłowe :D
      Tak, przeczytałam, dzięki na info :) Szukam jednak czegoś jaśniejszego i fioletowego bardziej :D Chyba zaraz sie przejdę do galerii i zrobię najazd na rossmanna, choć coraz ciężej mi tam coś kupić.

      Usuń
  3. witam, szukam opinii na temat tej palety i Twoja mnie zainteresowała. Mam jeszcze jedno pytanie - jak wygląda skład tych cieni?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czym robisz takie włosy? Rozprawa o tonerach do włosów - La Riche Directions

Często na ulicy spotykam się z różnymi reakcjami na mój kolor włosów. W mniejszości są to spojrzenia z pogardą, najczęściej zaciekawienia. Równie często zaczepiają mnie obcy ludzie pytając o to czym uzyskuję taki efekt. Oczywiście za każdym razem tłumaczę to zainteresowanym. Bardzo często pytania o nietypowe kolory włosów pojawiają się w sieci, specyfiki, trwałość, bezpieczeństwo. Ponieważ swoją przygodę z tonerem rozpoczęłam prawie dwa lata temu stwierdziłam, iż właściwie mogę napisać kilka słów od siebie.
Na początku oczywiście nie zdecydowałam się na całą głowę- chociaż pomysł ten już wtedy mnie kusił (ah, ta wersja bez makijażu): teraz, rok temu.





Czym uzyskujesz taki kolor włosów?

Korzystam z tonerów La Riche Direction. W moim przypadku jest to odcień Atlantic Blue.


Co to za toner? Taki do drukarki?
Nie, są to specjalne barwniki do włosów, zawierające czysty kolor. Fryzjerzy często korzystają z tonerów by uzyskać refleksy albo zmienić odcień nakładanej mieszanki. Często dodaje się …

Recenzja: Klej do sztucznych rzęs Duo Adhesive od Inglot

Po dłuższej nieobecności wymuszonej pobytem w szpitalu, aktywnie powracam w swoje karaluchowe kąty.
Każdy kto zaczyna swoją przygodę ze sztucznymi rzęsami staje przed kilkoma dylematami: w jakie zainwestować, gdzie kupić, jak i czym przykleić. Dzisiaj skupię się na ostatnim aspekcie- czyli czymś co pozwoli cieszyć się nam nimi na powiece bez zmartwień.
Swoje pierwsze sztuczne rzęsy kupiłam pod Nowym Kleparzem za 6 zł. Wtedy spróbowałam je przymocować do powieki dołączonym do nich klejem. Nie udało mi się- stanęłam przed problemem: Czy ja jestem takim beztalenciem, czy to wina kleju? Wtedy postanowiłam zainwestować w dość szeroko chwalony klej Duo, dziecko Inglot. Za 14 g tubkę przyszło mi zapłacić 24 złote... ale czego nie robi się z desperacji.

Klej ten jest dostępny w dwóch wersjach: czarnej (wysychającej na grafitowo) oraz białej schnącej na bezbarwno. Druga opcja jest nieco droższa, ale właśnie w nią warto zainwestować.
Dlaczego?
Przede wszystkim po wyschnięciu klej jest niewidocz…

Życie z niebieskimi włosami cz. 2: Z niebieskiego do naturalnych - jak pozbyć się toneru

Prawie rok farbowałam całe włosy na niebiesko, co zapewne każdemu, kto chociaż raz zajrzał na mojego bloga nie umknęło uwadze. Skończyłam studia i nastał czas poszukiwania pracy. W końcu przyznałam, że nie wszystkim moje niebieskie włosy mogą się podobać i czasami tracę przez nie na rozmowach kwalifikacyjnych. Plan był taki: nie mogę mieć niebieskich? Chcę popielate!



I tu zaczęły się schodki. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ogół wiedzy jaki zebrałam oraz osobiste doświadczenia zainspirowały mnie do napisania noty, a po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że z tego może być nawet mini cykl - w końcu już jeden post na temat tonerów się pojawił. Kto ciekawy odsyłam do Czym robisz takie włosy? Rozprawa o tonerach do włosów - La Riche Directions. Sama szukałam długo tych informacji, zasięgałam języka w kilku miejscach tak więc mam nadzieję, iż będzie to wiedza która komuś posłuży.
1. Toner nie ulega dekoloryzacji

Pierwszym strzałem było udanie się do salonu fryzjerskiego …