środa, 29 stycznia 2014

Recenzja: Maska do włosów farbowanych Argan Kallos Cosmetic

Maskę do włosów kupiłam za radą ekspedientki z Hebe na Floriańskiej w Krakowie po dłuższej pogawędce na temat włosów i ich maltretowania przeze mnie. Do zakupu zachęciła mnie tym bardziej cena- 9,99 zł za litr, czyli na prawdę spore opakowanie! Dodatkowo zachęcił mnie napis 'Argan' sugerujący obecność olejku arganowego, który obecnie moje włosy wręcz uwielbiają...


Niestety na próżno szukać go w składzie produktu. Maska za to zawiera proteiny mleka.


Na tym zdjęciu przedstawiam obietnice producenta oraz zastosowanie. Na wieczku doklejona była karteczka w języku polskim sugerująca by stosować ją 2-3 razy w tygodniu, trzymając mieszankę na włosach ok 10-15 minut.


Samo opakowanie to plastikowy słój z zakrętką. Pomimo przebywania w łazience od miesiąca z etykietami (prócz tej doklejonej na wieczku) nic się nie dzieje. Opakowanie poręczne i ogromne.

Sama maska należy do tych które od razu się kocha lub nienawidzi przez zapach- wyrazisty, przywołujący na myśl coś mlecznego (podgrzane mleko). Mnie ten zapach zupełnie nie przeszkadza, ale wiem, że niektórym bardzo przeszkadza. Biała, dość gęsta, przyjemna w nanoszeniu na włosy, dość tłusta. Stosuję ją regularnie i niewiele mi z tego opakowania ubyło:



Gdy postanowiłam ją zakupić moje włosy były dłuższe, końcówki pamiętały trwałą ondulację, farbowanie, dekoloryzację, rozjaśnianie, tonerowanie i prostowanie (chyba wymieniłam wszystko)- postanowiłam je skrócić, tak więc niestety nie mogę dokładnie sprecyzować działania na tak zniszczone włosy. Oczywiście kilka pasm 'po przejściach' zostało, większość moich włosów znosi jednak tylko dwa inwazyjne procesy- rozjaśnianie i prostowanie przy temperaturze 150C.

Należy również wspomnieć o kosmetykach stosowanych równocześnie z nią, ponieważ na pewno były czynnikami wpływającymi na ogólny stan moich włosów: szampon i odżywka Issana Jedwab Rossman oraz Jedwab w płynie jako tymczasowe zabezpieczenie przy prostowaniu.

Teraz w końcu przejdę do sedna tego postu, czyli całej oceny maski. Przede wszystkim zapach maski utrzymuje się na włosach. Nie jest on wyczuwalny normalnie, ale podczas na przykład prostowania już tak. Sama konsystencja jest idealna do aplikacji na włosy. Jest niesamowicie delikatna i lekka, a jednocześnie gęsta i 'konkretna'. Bardzo, bardzo wydajna. Przy nakładaniu poplątane włosy same układają się w pasma a same one po miesięcznej kuracji  faktycznie są dużo miększe i milutkie w dotyku (zostały wygładzone, jakby ich porowatość uległa zmniejszeniu). Właściwie same się rozplątują- pozbyłam się całkowicie problemu przy rozczesywaniu, nie wyglądają na tak zniszczone jak faktycznie są po wypłukaniu tonera do turkusu- czyli można przypisać jej właściwości nadające połysku. Nie obciąża zupełnie włosów.

Dodatkowo kondycja włosów poddawanych ingerencji chemiczno-termicznej nie zmienia się na gorsze, subiektywnie następuje nawet poprawa. Odkąd korzystam z niej (przy jednoczesnym korzystaniu z tego samego szamponu i odzywki) zauważyłam słabsze wypłukiwanie koloru z włosa podczas mycia oraz utraty koloru przy prostowaniu. Przedtem każde prostowanie włosów równało się z ich delikatną zmianą koloru z pięknie nasyconego niebieskiego na zielono-niebieski.

A co z tymi kilkoma pasmami, które pamiętają czasy wojny? Na nich kolor wypłukuje się troszkę szybciej, ale jeśli chodzi o ich kondycję, to przestały wyraźnie odbiegać od włosów 'zdrowych'.

Podsumowując, za niecałe 10 zł zyskujemy wielki słój na prawdę dobrej maski do włosów farbowanych. Obecnie porównując ceny jakichkolwiek kosmetyków tego typu często tyle, albo nawet dwu krotność tej kwoty trzeba zapłacić za ok. 250 ml czyli cztery razy mniej. Dodatkowo dawno nie byłam aż tak zadowolona z kosmetyku tego typu. Myślę, że znalazłam coś wspaniałego za na prawdę śmieszną cenę. Zachęcona sukcesem, niedługo planuję nabyć szampon z tej samej serii za równie śmieszną cenę. Jej jedynym minusem będzie jedynie dostępność, prócz drogerii Hebe można jej szukać jedynie w sklepach z produktami dla fryzjerów, ponieważ jest to teoretycznie kosmetyk profesjonalny używany często w salonach.

--------


Próbuję u Beatki.

14 komentarzy:

  1. Przydałaby mi się taka maska !

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię te maski, miałam dwie, ale wszystkie mają chyba bardzo podobny skład - niby bardzo prosty, niby w środku nie ma nic specjalnego, ale działają bardzo fajnie :) no i ta cena - jeśli używam ich codziennie zamiast odżywki starczają i tak na długie miesiące, świetna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Za taką cenę, to naprawdę sporo! I jeśli do tego skuteczna, to warta poznania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. taka cena i dobre działanie.. wasrto sie pokusic;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie kallosy się nie sprawdzają, a szkoda, bo pojemność jest ogromniasta, a cena jest śmieszna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. oho chyba będę szukać skoro problemów z rozczesaniem nie ma i jeszcze nie obciążą, to chyba cud ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam wersję waniliową i nie jest zła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I ja również nie znam tej maski a wygląda na ciekawy produkt

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie używam masek praktycznie w ogóle ze względu na obciążanie... Nawet oleje zmywane 2, 3 razy potrafią to zrobić.
    A ja teraz zamówiłam sporą butlę odżywki nawilżającej Chantal, która jest wychwalana na wizażu. No, zobaczymy ;) Mam nadzieję, że będzie wystarczająco lekka dla moich kłaków.

    Swoją drogą, tak bardzo mi namieszałaś tym Color tattoo, że urodziło się zamówionko z ezebra... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo fajny blog:)
    obserwuję i liczę na rewanż;)
    http://swiatdzikuski26.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooo, to muszę sobie zapisać i poszukać, bo moje rude włosy wypłukują się baaardzo szybko niestety.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cena naprawdę śmieszna :) jeszcze jak kosmetyk jest OK to tylko się cieszyć! Ale z tą nazwą to przegięli...chyba liczą na to, że wiele osób nawet nie zagląda do składu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Haha!
    Argan bez arganu! ;-)
    Dobrze, że chociaż cena to uwzględnia.

    Słyszałam wiele dobrego o tych maskach, ale brak arganu w arganie trochę niepokoi ;-)

    OdpowiedzUsuń