Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: Maska do włosów farbowanych Argan Kallos Cosmetic

Maskę do włosów kupiłam za radą ekspedientki z Hebe na Floriańskiej w Krakowie po dłuższej pogawędce na temat włosów i ich maltretowania przeze mnie. Do zakupu zachęciła mnie tym bardziej cena- 9,99 zł za litr, czyli na prawdę spore opakowanie! Dodatkowo zachęcił mnie napis 'Argan' sugerujący obecność olejku arganowego, który obecnie moje włosy wręcz uwielbiają...


Niestety na próżno szukać go w składzie produktu. Maska za to zawiera proteiny mleka.


Na tym zdjęciu przedstawiam obietnice producenta oraz zastosowanie. Na wieczku doklejona była karteczka w języku polskim sugerująca by stosować ją 2-3 razy w tygodniu, trzymając mieszankę na włosach ok 10-15 minut.


Samo opakowanie to plastikowy słój z zakrętką. Pomimo przebywania w łazience od miesiąca z etykietami (prócz tej doklejonej na wieczku) nic się nie dzieje. Opakowanie poręczne i ogromne.

Sama maska należy do tych które od razu się kocha lub nienawidzi przez zapach- wyrazisty, przywołujący na myśl coś mlecznego (podgrzane mleko). Mnie ten zapach zupełnie nie przeszkadza, ale wiem, że niektórym bardzo przeszkadza. Biała, dość gęsta, przyjemna w nanoszeniu na włosy, dość tłusta. Stosuję ją regularnie i niewiele mi z tego opakowania ubyło:



Gdy postanowiłam ją zakupić moje włosy były dłuższe, końcówki pamiętały trwałą ondulację, farbowanie, dekoloryzację, rozjaśnianie, tonerowanie i prostowanie (chyba wymieniłam wszystko)- postanowiłam je skrócić, tak więc niestety nie mogę dokładnie sprecyzować działania na tak zniszczone włosy. Oczywiście kilka pasm 'po przejściach' zostało, większość moich włosów znosi jednak tylko dwa inwazyjne procesy- rozjaśnianie i prostowanie przy temperaturze 150C.

Należy również wspomnieć o kosmetykach stosowanych równocześnie z nią, ponieważ na pewno były czynnikami wpływającymi na ogólny stan moich włosów: szampon i odżywka Issana Jedwab Rossman oraz Jedwab w płynie jako tymczasowe zabezpieczenie przy prostowaniu.

Teraz w końcu przejdę do sedna tego postu, czyli całej oceny maski. Przede wszystkim zapach maski utrzymuje się na włosach. Nie jest on wyczuwalny normalnie, ale podczas na przykład prostowania już tak. Sama konsystencja jest idealna do aplikacji na włosy. Jest niesamowicie delikatna i lekka, a jednocześnie gęsta i 'konkretna'. Bardzo, bardzo wydajna. Przy nakładaniu poplątane włosy same układają się w pasma a same one po miesięcznej kuracji  faktycznie są dużo miększe i milutkie w dotyku (zostały wygładzone, jakby ich porowatość uległa zmniejszeniu). Właściwie same się rozplątują- pozbyłam się całkowicie problemu przy rozczesywaniu, nie wyglądają na tak zniszczone jak faktycznie są po wypłukaniu tonera do turkusu- czyli można przypisać jej właściwości nadające połysku. Nie obciąża zupełnie włosów.

Dodatkowo kondycja włosów poddawanych ingerencji chemiczno-termicznej nie zmienia się na gorsze, subiektywnie następuje nawet poprawa. Odkąd korzystam z niej (przy jednoczesnym korzystaniu z tego samego szamponu i odzywki) zauważyłam słabsze wypłukiwanie koloru z włosa podczas mycia oraz utraty koloru przy prostowaniu. Przedtem każde prostowanie włosów równało się z ich delikatną zmianą koloru z pięknie nasyconego niebieskiego na zielono-niebieski.

A co z tymi kilkoma pasmami, które pamiętają czasy wojny? Na nich kolor wypłukuje się troszkę szybciej, ale jeśli chodzi o ich kondycję, to przestały wyraźnie odbiegać od włosów 'zdrowych'.

Podsumowując, za niecałe 10 zł zyskujemy wielki słój na prawdę dobrej maski do włosów farbowanych. Obecnie porównując ceny jakichkolwiek kosmetyków tego typu często tyle, albo nawet dwu krotność tej kwoty trzeba zapłacić za ok. 250 ml czyli cztery razy mniej. Dodatkowo dawno nie byłam aż tak zadowolona z kosmetyku tego typu. Myślę, że znalazłam coś wspaniałego za na prawdę śmieszną cenę. Zachęcona sukcesem, niedługo planuję nabyć szampon z tej samej serii za równie śmieszną cenę. Jej jedynym minusem będzie jedynie dostępność, prócz drogerii Hebe można jej szukać jedynie w sklepach z produktami dla fryzjerów, ponieważ jest to teoretycznie kosmetyk profesjonalny używany często w salonach.

--------


Próbuję u Beatki.

Komentarze

  1. Przydałaby mi się taka maska !

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię te maski, miałam dwie, ale wszystkie mają chyba bardzo podobny skład - niby bardzo prosty, niby w środku nie ma nic specjalnego, ale działają bardzo fajnie :) no i ta cena - jeśli używam ich codziennie zamiast odżywki starczają i tak na długie miesiące, świetna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Za taką cenę, to naprawdę sporo! I jeśli do tego skuteczna, to warta poznania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. taka cena i dobre działanie.. wasrto sie pokusic;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie kallosy się nie sprawdzają, a szkoda, bo pojemność jest ogromniasta, a cena jest śmieszna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. oho chyba będę szukać skoro problemów z rozczesaniem nie ma i jeszcze nie obciążą, to chyba cud ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam wersję waniliową i nie jest zła :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I ja również nie znam tej maski a wygląda na ciekawy produkt

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie używam masek praktycznie w ogóle ze względu na obciążanie... Nawet oleje zmywane 2, 3 razy potrafią to zrobić.
    A ja teraz zamówiłam sporą butlę odżywki nawilżającej Chantal, która jest wychwalana na wizażu. No, zobaczymy ;) Mam nadzieję, że będzie wystarczająco lekka dla moich kłaków.

    Swoją drogą, tak bardzo mi namieszałaś tym Color tattoo, że urodziło się zamówionko z ezebra... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo fajny blog:)
    obserwuję i liczę na rewanż;)
    http://swiatdzikuski26.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooo, to muszę sobie zapisać i poszukać, bo moje rude włosy wypłukują się baaardzo szybko niestety.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cena naprawdę śmieszna :) jeszcze jak kosmetyk jest OK to tylko się cieszyć! Ale z tą nazwą to przegięli...chyba liczą na to, że wiele osób nawet nie zagląda do składu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Haha!
    Argan bez arganu! ;-)
    Dobrze, że chociaż cena to uwzględnia.

    Słyszałam wiele dobrego o tych maskach, ale brak arganu w arganie trochę niepokoi ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czym robisz takie włosy? Rozprawa o tonerach do włosów - La Riche Directions

Często na ulicy spotykam się z różnymi reakcjami na mój kolor włosów. W mniejszości są to spojrzenia z pogardą, najczęściej zaciekawienia. Równie często zaczepiają mnie obcy ludzie pytając o to czym uzyskuję taki efekt. Oczywiście za każdym razem tłumaczę to zainteresowanym. Bardzo często pytania o nietypowe kolory włosów pojawiają się w sieci, specyfiki, trwałość, bezpieczeństwo. Ponieważ swoją przygodę z tonerem rozpoczęłam prawie dwa lata temu stwierdziłam, iż właściwie mogę napisać kilka słów od siebie.
Na początku oczywiście nie zdecydowałam się na całą głowę- chociaż pomysł ten już wtedy mnie kusił (ah, ta wersja bez makijażu): teraz, rok temu.





Czym uzyskujesz taki kolor włosów?

Korzystam z tonerów La Riche Direction. W moim przypadku jest to odcień Atlantic Blue.


Co to za toner? Taki do drukarki?
Nie, są to specjalne barwniki do włosów, zawierające czysty kolor. Fryzjerzy często korzystają z tonerów by uzyskać refleksy albo zmienić odcień nakładanej mieszanki. Często dodaje się …

Recenzja: Klej do sztucznych rzęs Duo Adhesive od Inglot

Po dłuższej nieobecności wymuszonej pobytem w szpitalu, aktywnie powracam w swoje karaluchowe kąty.
Każdy kto zaczyna swoją przygodę ze sztucznymi rzęsami staje przed kilkoma dylematami: w jakie zainwestować, gdzie kupić, jak i czym przykleić. Dzisiaj skupię się na ostatnim aspekcie- czyli czymś co pozwoli cieszyć się nam nimi na powiece bez zmartwień.
Swoje pierwsze sztuczne rzęsy kupiłam pod Nowym Kleparzem za 6 zł. Wtedy spróbowałam je przymocować do powieki dołączonym do nich klejem. Nie udało mi się- stanęłam przed problemem: Czy ja jestem takim beztalenciem, czy to wina kleju? Wtedy postanowiłam zainwestować w dość szeroko chwalony klej Duo, dziecko Inglot. Za 14 g tubkę przyszło mi zapłacić 24 złote... ale czego nie robi się z desperacji.

Klej ten jest dostępny w dwóch wersjach: czarnej (wysychającej na grafitowo) oraz białej schnącej na bezbarwno. Druga opcja jest nieco droższa, ale właśnie w nią warto zainwestować.
Dlaczego?
Przede wszystkim po wyschnięciu klej jest niewidocz…

Życie z niebieskimi włosami cz. 2: Z niebieskiego do naturalnych - jak pozbyć się toneru

Prawie rok farbowałam całe włosy na niebiesko, co zapewne każdemu, kto chociaż raz zajrzał na mojego bloga nie umknęło uwadze. Skończyłam studia i nastał czas poszukiwania pracy. W końcu przyznałam, że nie wszystkim moje niebieskie włosy mogą się podobać i czasami tracę przez nie na rozmowach kwalifikacyjnych. Plan był taki: nie mogę mieć niebieskich? Chcę popielate!



I tu zaczęły się schodki. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ogół wiedzy jaki zebrałam oraz osobiste doświadczenia zainspirowały mnie do napisania noty, a po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że z tego może być nawet mini cykl - w końcu już jeden post na temat tonerów się pojawił. Kto ciekawy odsyłam do Czym robisz takie włosy? Rozprawa o tonerach do włosów - La Riche Directions. Sama szukałam długo tych informacji, zasięgałam języka w kilku miejscach tak więc mam nadzieję, iż będzie to wiedza która komuś posłuży.
1. Toner nie ulega dekoloryzacji

Pierwszym strzałem było udanie się do salonu fryzjerskiego …