wtorek, 21 stycznia 2014

Recenzja: Gosh baza pod cienie 001 MATT

Jak pisałam w poprzednim poście- moja powieka to przykład takiej, której posiadać nie chcecie. Tłusta, z mocnym załamaniem, w tej sprawie nie pomagają relatywnie głęboko osadzone oczy. Czego bym nie nałożyła na powiekę, to wszytko migrowało do załamania, tworząc nieestetyczne smugi już po chwili (czasami nie zdarzyłam wykończyć makijażu, a oczy już nadawały się do poprawki). Przez to długo omijałam ciemne cienie gdy nie miałam stałego dostępu do lusterka i kosmetyków, chociaż uwielbiam wyraziście podkreślone oczy.

Wybrałam się więc na poszukiwania bazy, która miała być rozwiązaniem wszystkich mych trosk. Na początku celowałam w dużo niższą półkę cenową, jednak gdy efekt tej bazy został mi zaprezentowany w Hebe na Floriańskiej, przełknęłam cenę 35,99 zł i nabyłam produkt.

Baza ta ma trochę inną formę niż standardowe produkty tego typu, ponieważ umieszczona jest w wykręcanymsztywcie, przypominając pomadkę do ust bądź tusz.



Można ją aplikować zarówno bezpośrednio smarując powiekę, jak i palcami. Osobiście polecam drugi sposób, ponieważ mało plastyczna, plastelinowata forma pod wpływem ciepła palców lepiej się rozprowadza i scala z powieką. W ten sposób jest również o wiele bardziej wydajna.

Na powiece prezentuje się jako biała, matowa warstwa, świetnie absorbująca pigment wybranego cienia i zatrzymująca go dokładnie w tym miejscu, w którym go nałożymy. Baza jest na tyle 'silna', że utrudnia blendowanie- tutaj pomaga opisana wcześniej technika nakładania produktu palcami. Dodatkowo można poruszyć miejsca rozcierania pudrem, bądź cieniem bazowym. Można by pomyśleć- wada produktu... nic bardziej mylnego! Dzięki swoim właściwością sama się nie rolluje i nie zbiera w załamaniu powieki oraz skutecznie blokuje taką tendencję jakiegokolwiek innego produktu. Nawet nałożony na nią po prostu płynny podkład nie tworzy 'pięknej krechy'.

Dzięki temu, nie musimy obawiać się o migrujący cień przez cały dzień, nawet podczas cieplejszego dnia czy nawału pracy. Podczas przysłowiowego 'przypudrowania noska' byłam za każdym razem niesamowicie zaskoczona, że czerń w załamaniu powieki prawie zupełnie się nie zbiera i makijaż trzyma fason od rana do wieczora, przez co nie muszę zupełnie obawiać się nieestetycznego efektu gdy zamykam oczy- spokojnie mogę przysypiać w tramwaju wracając z uczelni, mając świadomość, że wszytko wygląda tak jak ma wyglądać.

W tym miejscu miało być zestawienie ciemnego makijażu oka po kilku godzinach z bazą i bez niej- nie miałam jednak okazji wykonać 'nie wyjściowego' makijażu, któremu mogłabym w celach eksperymentalnych pozwalać się powoli rozmywać, niestety musicie mi uwierzyć na słowo.

Podsumowując, produkt do tanich nie należy- przynajmniej dla mnie wydatek 36 zł na bazę początkowo wydawał się wręcz szaleństwem, teraz nie żałuję jednak ani jednej wydanej złotówki! Baza ta jest moim  osobistym strzałem w dziesiątkę.

1 komentarz:

  1. ooo nigdy nie widziałam tej bazy;) a właśnie szukam czegoś nowego. ja używam od lat Artdeco :) i na co dzien teraz z Avonu:)

    OdpowiedzUsuń